10 minut

Chełm — 10 stycznia 2016 — Udostępnij 

10 minut

Chełm — 10 stycznia 2016 — Udostępnij 

 Jarek: – Wiesz, co to są straty brzegowe? Uprawiasz pole, wiesz, jeden traktor, jeden nawóz, jedno ziarno. I przy miedzy plon zawsze będzie gorszy. Na skraju gorzej wzrasta. My jesteśmy na skraju. Rzeczy, które gdzie indziej, w centrum kraju, załatwia się od ręki, tutaj zajmują więcej czasu i energii. Ja to widzę po moim synu – on mieszka w Krakowie. Idzie do urzędu, załatwia jakąś sprawę i nawet mu do głowy nie przyjdzie, że to mógłby być problem. A ja, jak mam tę samą sprawę załatwić tutaj w Chełmie, to jeszcze przed wyjściem do urzędu wiem, od kogo się odbiję i gdzie usłyszę, że się czegoś nie da.

Pod wieczór poszedłem zobaczyć dworzec autobusowy. Czasami myślę, że to jest ponad siły tego narodu. Nie to, że syf, choć tu, w Chełmie, smród w poczekalni był sakramencki. Ale nie to.

Tutaj też nie umieli się dogadać, żeby dworzec był w jednym miejscu dla wszystkich, bo tak jest dla ludzi lepiej. No tego nie da się zrobić. Busiarze mają swój. Postawili wiaty z pleksi, okleili rozkładami (bo jeden dla wszystkich to też jest abstrakcja). Ale stanowiska nie są już niczym osłonięte, więc ludzie pokornie mokną i przytupują z nogi na nogę w oczekiwaniu na bydłolot do swojego miasteczka czy wsi. Busy na niektóre kursy mają monopol, więc nikt im nie fika.

Kawałek dalej jest PKS właściwy, który wygląda, jakby go ktoś regularnie bombardował brudem. Tak, są takie rzeczy, których nie przeskoczymy: nigdy nie mieliśmy zamorskich kolonii, choć tak bardzo chcieliśmy. W kosmos to nam tylko jednego i z łaską zabrali, sami raczej nie polatamy. Globalnym graczem też nigdy nie będziemy. To rzeczy większe od nas. Dworce autobusowe są właśnie jedną z nich. Trzeba się z tym godzić, bo wyżej dupy nie podskoczymy. Amen.

Tomek: – Tutaj nie ma wolności. Jest taki jakby przymus. Jak się już coś dzieje, to trzeba iść. Ale nie dlatego, że to są twoje klimaty, albo że to jest dobre. Nie. Idziesz, bo się dzieje. Jak nie pójdziesz, to możesz mieć pretensje tylko do siebie. Chodzę tu na rzeczy, które mnie nie interesują. Tylko dlatego, że nie ma alternatywy, albo alternatywą jest zostać w domu. Ostatnio nawet na koncert disco polo poszedłem, choć nie trawię, ale mnie już dupa od siedzenia przed telewizorem bolała. I przecież nie chodzi o to, że w Chełmie ma być jak w Londynie. No bo nie będzie nigdy. Ale mogłoby być jak w Zamościu. Jak się już tu nudzę, to jadę do Zamościa. Tam się ciągle coś dzieje.

Kasia: – My tutaj żyjemy fajnością, którą sobie trzeba samemu zorganizować. Nikt za nas tego nie zrobi. Jak chcesz, żeby się coś wydarzyło, to musisz się w to zaangażować. Czekać, aż coś się stanie, można bez końca. To opornie idzie, niekiedy bardzo opornie. Czasem się też człowiekowi zwyczajnie nie chce. Chciałby pójść na gotowe, ale nie może. Organizowałam wymiany ciuchów dla bab. Wiesz, że się kobiety spotykają i wymieniają ubraniami. O rety, ile ja się musiałam nadzwonić, ponamawiać znajome, żeby przyszły. I ciągle słyszałam, że im się nie chce, że podjazd mają nieodśnieżony, że a po co, że komu to potrzebne. Tu jest mało ludzi, w dużym mieście zawsze ktoś na takie wydarzenie przyjdzie, to kwestia skali.
– I co z tymi wymianami? – pytam.
– No w końcu mi się jednak odechciało.
Wypiliśmy kawę i poprosiłem Tomka, żeby mi pokazał swoje ulubione miejsca w Chełmie. Wsadził mnie do samochodu i wywiózł za miasto. Jechaliśmy starą drogą do Wojsławic. Kawałek przed Krzywiczkami stanął na poboczu.
– Tutaj – powiedział. – Taka moja Droga numer 66. Tyle że pod Chełmem.
Rzeczywiście było dość spektakularnie. Prosta jak strzała szosa celowała w horyzont ukryty za przysypanymi lekkim śniegiem wzgórzami. Od rana było pochmurno i parszywie szaro, a teraz, pod koniec dnia, jak na zawołanie wyszło słońce. Świeciło tak, jakby chciało nadrobić stracony czas. Staliśmy na szczycie wzgórza i mrużąc oczy, patrzyliśmy na połyskującą w tym słońcu szosę.
– Dziesięć minut – powiedział. – Dziesięć minut i jesteś w takim miejscu. To w tym mieście lubię najbardziej.
Fundacja Grand Press Instytut Reportażu Wydawnictwo Karakter Polskie Radio Olympus Tygodnik Polityka Bla Bla Car Projekt i wykonanie
Michał Szota, 2015