Czako

Konin — 4 grudnia 2015 — Udostępnij 

Czako

Konin — 4 grudnia 2015 — Udostępnij 

W czasie mszy ksiądz mówił, że „chore z nienawiści resortowe dzieci chcą nam wszystkim narzucić linię myślenia polegającą na bezmyśleniu”. I że daliśmy sobie wmówić, że nic się u nas nie opłaca.
– Reperować butów, cerować skarpet, produkować cukier, wydobywać węgiel, naprawiać małżeństwa – wyliczał. A zaraz potem pytał: – I co z tego mamy? Nie mamy nic naszego. Nie mamy nawet naszej prasy i naszej telewizji. Są tylko polskojęzyczne gazety i telewizje.
Potem wszystkim pobłogosławił. Ustawili się przed kościołem, świeciło już słońce.
– To słońce to znak, że wszystko na pewno będzie dobrze – powiedział i poszedł do siebie.

Kościół w Morzysławiu stał na samym skraju skarpy. Powoli wyłaniał się z ciemności, nabierał kształtów, detali i kolorów. W dole, tuż za kościelnym murem, widać było niewyraźną srebrną smugę pociągniętą przez łąki. Słońce tam jeszcze nie dotarło, więc obecności płynącej wody można się było jedynie domyślać. Albo mieć pewność – jeśli się było stąd.
Specjalnie przyjechałem wcześniej. Chciałem zobaczyć tych pierwszych.
Widać ich było z oddali, w tej siności, z której za kilka minut miał się wyłonić dzień. Czarne punkty z białymi kogucimi pióropuszami.
Szli w milczeniu, pojedynczo, czasem po dwóch, góra trzech – nieśpiesznym krokiem. Wyglądało to tak, jakby celebrowali tę drogę. Docierali pod kościół, witali się bez słowa, skinieniem głowy i uściskiem ręki. Nie zdejmowali rękawiczek. Mieli czarne płaszcze i białe szaliki. Pachnieli wodą kolońską, papierosami i świtem.

Już od kilku dni wszyscy tu w Koninie mówili i pisali, że takiej Barbórki jeszcze nigdy nie było. Bo władze kopalni niedawno wypowiedziały górnikom układ zbiorowy. Więc związki zorganizowały swoje obchody, a kopalnia swoje. Mówi się o zwolnieniach. Padają daty. 2017, 2022. Na te związkowe uroczystości przyszedł prezydent miasta.
– Jestem z ludźmi – powiedział dziennikarzom uduchowionym tonem.
– A apokaliptyczna wizja, jaką roztoczyli przed chwilą związkowcy? Macie o niej jakieś zdanie? – zapytałem.
– My nie wiemy, co się dzieje w kopalni i jakie są plany jej władz. Kontakt się urwał.
W Zespole Szkół Górniczo-Energetycznych trwały przygotowania do barbórkowej akademii. Na sali gimnastycznej uczniowie pierwszych klas ćwiczyli ceremonię zaprzysiężenia, która miała się tu odbyć za kilka godzin. Basista orkiestry miał zielone włosy, dziewczyna grająca na waltorni całkiem nieźle ogarniała główny motyw z „Mission Imposible”. Ćwiczyła go sobie w przerwach między „Rotą” a hymnem górniczym. Wszyscy mieli czarne mundury, na ścianach w całej szkole wisiały przekroje odkrywek węglowych i schematy kombajnów do wydobywania urobku.
– Ale ostatnia klasa techników górnictwa odkrywkowego to stąd wyszła w 2007 roku – powiedział mi dyrektor szkoły, gdy usiedliśmy na szybką kawę przed akademią. – Potem kierunek zamknęliśmy, bo nie chcieliśmy produkować bezrobotnych.
– To wy już z górnictwem nie macie nic wspólnego?
– No nie mamy – skinął głową.
– To dlaczego sobie tego górniczego sznytu nie odpuścicie?
– Musimy myśleć o tym, co jest dziś, o tym, co będzie jutro – odparł, patrząc mi w oczy. – Ale trudno zapomnieć o tym, co było wczoraj. Nie wolno.
Fundacja Grand Press Instytut Reportażu Wydawnictwo Karakter Polskie Radio Olympus Tygodnik Polityka Bla Bla Car Projekt i wykonanie
Michał Szota, 2015