Góra – dół

Przemyśl — 17 stycznia 2016 — Udostępnij 

Góra – dół

Przemyśl — 17 stycznia 2016 — Udostępnij 

– Tu, w Przemyślu, ludzie są podatni na nadzieję – powiedział Andrzej. – Dość łatwo ich zapalić do takich idei, które mają nagle wszystko odmienić. Tak było ze stokiem narciarskim. Miał sprawić, że przyjadą tu tysiące turystów.
Wybrałem się tam następnego dnia. Taksówkarz nie mógł zrozumieć po co.
– Na wniesienie? – pytał. – Na pewno na wniesienie?
– Chcę zobaczyć – tłumaczyłem. – Jest zima, a tam jest stok narciarski.
– I fortyfikacje są, może te fortyfikacje pan zobaczy? Obok są też cmentarze z czasów pierwszej wojny światowej – przekonywał. – Może tam pana wysadzę?
Prowadził zamaszyście, droga wiodła ciągle pod górę. Mówił odwracając się w moją stronę. Próbowałem mu wyjaśniać, ale nie kupował tej mojej ciekawości. W końcu się zatrzymał na środku jezdni, spojrzał na mnie i powiedział z naciskiem:
– Fabryki, tu trzeba fabryk. Żeby ludzie mieli gdzie pracować.
– Ale tu nigdy nie było przemysłu – zasugerowałem. – A pięknie jest. Więc może jednak ta turystyka?
– Nie – odrzekł stanowczo. – Ludzie chcą fabryk. Jak będą fabryki, wtedy będzie dobrze.

Gosia: – Ja nie jestem stąd, przyjechałam 10 lat temu. Z centralnej Polski, czyli z nizin. I pierwszy szok, jaki przeżyłam, to te góry tutaj. Wszędzie wzgórza. Prawie nie ma prostych ulic i jak patrzysz przed siebie, to widzisz jezdnię pnącą się w górę. To było z początku takie deprymujące, że się ciągle patrzy na to miasto z dołu – tak wtedy myślałam. Ale z czasem nauczyłam się, że wspinając się na te wszystkie wzniesienia, trzeba się czasem odwrócić. I wtedy można sobie spojrzeć na miasto z góry. Tu jest w ogóle łatwiej patrzeć z góry. I daleko widać. Tego się nauczyłam w Przemyślu.

Lila: – Knajpa przetrwała nam rok, potem padła. Wtedy miałam kryzys. Byłam na to miasto wkurwiona, że sami dresiarze i że ludzie nic nie rozumieją i nic im się nie chce. Wymyśliliśmy, że gdzieś na chwilę wyskoczymy, na jakiś festiwal muzyczny, żeby się zresetować. Wybraliśmy coś w Belgii. Program mieli imponujący. Ale okazało się, że jest tam strasznie. Sami nastolatkowie, głównie siedzieli w namiotach albo robili koszmarny syf. No dramat, przykre doświadczenie. Wróciliśmy stamtąd, usiedliśmy nad Sanem. Obok siedziało dwóch dresów. I wiesz, po tej Belgii jakąś sympatią do nich zapałałam, wręcz mi się wydawało, że oni tak między sobą całkiem mądrze gadają. I zaczęłam myśleć o tej naszej porażce z knajpą i jeszcze raz wszystko analizować. I doszłam do wniosku, że to nie jest wina Przemyśla. Bo myśmy mieli złą lokalizację, trochę przeinwestowaliśmy, a trochę też program był przeładowany. No i ja się do prowadzenia interesu pewnie nie nadaję. Koledzy zawsze mówili, że przedkładam relacje nad transakcje. No w każdym razie wyszło mi na to, że nie ma się co na ten Przemyśl obrażać, tylko trzeba robić swoje.

(Zdjęcie archiwalne pochodzi ze zbiorów Muzeum Narodowego Ziemi Przemyskiej)

Fundacja Grand Press Instytut Reportażu Wydawnictwo Karakter Polskie Radio Olympus Tygodnik Polityka Bla Bla Car Projekt i wykonanie
Michał Szota, 2015