Koniec torów

Łomża — 2 listopada 2015 — Udostępnij 

Koniec torów

Łomża — 2 listopada 2015 — Udostępnij 

– Pracowałam w szkole, mój dyrektor w tamtym czasie był partyjny, ale porządny. Miał dobre układy z sekretarką pierwszego sekretarza wojewódzkiego, która miała dobre układy z sekretarką pierwszego sekretarza, ale tego najpierwszego, w Warszawie. I tamta mówiła podobno tej naszej, a ta mówiła dyrektorowi, który z kolei mówił mi, że Gierek obiecał pociągnąć tę łomżyńską linię dalej na północ. Myśmy się z tego strasznie śmiali, bo wtedy to już w miejscu, gdzie miała być ta linia, osiedla pobudowali. Więc musieliby tunel pod nimi zrobić, żeby ten pociąg mógł dalej jechać.

Jedyne miasto Archipelagu bez kolei. Ostatni pociąg odjechał stąd w 1993 roku. Poszedłem zobaczyć koniec torów. Na nieutwardzonym placu stał samotny kozioł oporowy. Szyny chowały się w gruncie kilkanaście metrów przed nim. Były przysypane liśćmi i śmieciami. Obok stała sklecona z byle czego hala, w której kiedyś działało targowisko, tak zwany ruski rynek, jak powiedzieli mi później ludzie. Wszedłem do środka. Pomiędzy pustymi straganami biegały ptaki. Dach całej konstrukcji wspierał się na trzech grubych topolach, rosnących w samym sercu bazaru. Sprytnie obudowano je badziewiem i częściowo owinięto niebieską folią. Wyglądało to tak, jakby drzewa wyrosły tu później i nagle, jakby zaskoczyły straganiarzy, którzy zlęknieni tym, uciekli gdzie indziej.
Kawałek dalej był skład drewna. Kolesie w wełnianych swetrach rąbali aż miło, czasami widać było tylko szczapy rzucane przez nich na szczyt pryzm. Tory i peron zarastały zielskiem.

– Ktoś tu tęskni za tym dworcem, za pociągami? No ja nie wiem. O piętnastej pięćdziesiąt się wsiadało do osobowego, co na Ostrołękę jechał, o osiemnastej się było w Ostrołęce, tam przepinali lokomotywę, więc się czekało pół godziny i potem się jechało na Warszawę. I się tam było wieczorem, po dwudziestej pierwszej, około dwudziestej drugiej czasem. A jak trzeba było się przesiadać w Tłuszczu, to jeszcze później. No to ja nie wiem, czy się za tymi pociągami tak tęskni. Poza tym ja z Pisza jestem, to na północ stąd, tam się i tak nie jechało.

– Ja tu byłem, jak jeździły osobowe i byłem, jak przestały jeździć. Byłem, jak tu było co robić i jestem, jak niezupełnie jest – mówi i zaciąga się papierosem pod pomarańczową tabliczką „Uprzejmie prosimy tutaj nie palić”. – Pracowałem w Spółdzielni Transportu Wiejskiego, wahadła przyjeżdżały na bocznicę dwa, trzy razy dziennie, tośmy rozładowywali. Bywało, że przy wagonach 300-400 ludzi robiło, dzień i noc, tyle było towaru. 100 ton na dobę to nie było nic niezwykłego. Ile teraz jest? Pięćdziesiąt może będzie?… Ale na tydzień. Osiem składów na miesiąc. Z roku na rok mniej. Węgiel to już prawie w ogóle do nas nie przyjeżdża wagonami, bo strasznie kradli po drodze i się nie opłacało. Przyjeżdżał skład i miał jedne, drugie drzwi otwarte. A każde otwarcie to jest pięć-sześć ton węgla na stracie.
– Co pan zrobi, jak przestaną jeździć zupełnie?
– Widział pan te drzewa tam na targowisku? One rosły przy budynku dworca, jako dzieciak pod nimi siedziałem, pieniążki kładliśmy na torach, czekaliśmy, aż się płaskie zrobią. No to ja jestem taki jak te drzewa, ja tu po prostu będę.
Fundacja Grand Press Instytut Reportażu Wydawnictwo Karakter Polskie Radio Olympus Tygodnik Polityka Bla Bla Car Projekt i wykonanie
Michał Szota, 2015