Mały Wiedeń

Bielsko-Biała — 14 listopada 2015 — Udostępnij 

Mały Wiedeń

Bielsko-Biała — 14 listopada 2015 — Udostępnij 

„Dzieje miast można rozpatrywać na rozmaite sposoby – pod kątem ich wartości gospodarczych, użytkowych, komunikacyjnych czyli wszystkiego co jest wymierne w kategoriach ekonomicznych. Można je badać po kątem zagadnień socjologicznych. (…) Miasto można też analizować jako zjawisko historyczne śledząc przemiany zachodzące w jego organizacji, strukturze zarządzania, formach samorządu…
Miasto może być atoli rozpatrywane jeszcze inaczej: jako dzieło sztuki”.
Ewa Chojecka w książce „Architektura i urbanistyka Bielska-Białej do 1939 roku”
Kobieta, od której wynajmuję tu pokój, była dość kategoryczna i słusznie nie rozumiała, dlaczego dzwonię o dziesiątej, skoro klucze miałem dostać dopiero o czternastej. Poszedłem więc na śniadanie do knajpy obok. W środku na ścianach wisiały amerykańskie tabliczki ze stanu Nowy York i słynne znaczki „Route 66”. Przy stolikach siedzieli krawaciarze i jedli krewetki, popijając czerwonym winem. Zamówiłem jajka po wiedeńsku, bo były najtańsze ze śniadań, a to miasto ma coś wspólnego z Wiedniem. Mniej więcej tyle wiedziałem o nim przed przyjazdem.
Zadzwoniła po kilku godzinach, mówiła, że już można te klucze odebrać i że bardzo przeprasza. Mieszkanie było na trzecim piętrze, w kiblu wisiały ogromne zdjęcia Londynu. Zapytałem ją, co ten Londyn tam robi – powiedziała, że nigdy się nad tym nie zastanawiała, po prostu powiesiła, bo wydawało jej się, że są ładne.
– A wizerunek Najjaśniejszego Pana gdzie znajdę? – zapytałem Piotrka.
– Na dworcu – odpowiedział bez wahania.
Pojechaliśmy tam następnego dnia, żeby poszukać. Chodziliśmy dookoła ,gapiąc się w ściany, ale nic nie znaleźliśmy. Piotrek grzebał w telefonie, szukając jakiejś podpowiedzi i mrucząc pod nosem, że być może sobie tego cesarza po prostu uroił. Najjaśniejszego Pana znaleźliśmy dopiero w hotelu Vienna na drugim końcu miasta. Jego portret wisiał w recepcji. Zapytałem, czy mogę zrobić zdjęcie. Koleś za kontuarem popatrzył nieco zdziwiony, ale przyzwalająco skinął głową.
Po południu chciałem w spokoju obejrzeć dom Karla Korna. Widziałem go dzień wcześniej, ale było zbyt ciemno, żeby mu się dokładnie przyjrzeć. Teraz było inaczej, światło właśnie się kończyło, zmierzch resztką sił wyciągał z murów faktury i kolory. Dom stał przy Mickiewicza, dziś jest tam szkoła. Za nim stoi o wiele bardziej udany budynek kancelarii architektonicznej firmy Karl Korn. Prowadził ją później jego syn Felix. Teraz mieszkają w niej ludzie. W kilku oknach paliło się światło, na balkonie schło gęsto rozwieszone pranie. Brama była otwarta, więc wszedłem na dziedziniec. Zamknęła się za mną bezszelestnie, byłem uwięziony – sam na sam z gmachem. Dookoła było cicho. Stałem i patrzyłem, nie miałem odwagi się ruszyć. To Korn zrobił im tutaj ten „mały Wiedeń”, zaprojektował większość rozpoznawalnych budynków w tej części miasta. Zadebiutował synagogą, ale po niej to właściwie nie ma już śladu. Tylko stare zdjęcia wiszące na elewacji budynku, który stanął w jej miejscu.
No więc stałem i się gapiłem, nasiąkając tym dojmującym przeświadczeniem, że znów jestem po niewłaściwej stronie rozświetlonych ciepłą żółcią okien. Ale sam budynek był przepiękny. Po kwadransie firanka w jednym z ciemnych okien drgnęła, a chwilę później otworzyły się drzwi. Stanął w nich jakiś facet.
– Musi pan już stąd iść – powiedział tonem nie pozostawiającym wątpliwości, że przyglądał mi się od dłuższego czasu. – Otworzę panu tę bramę, ale musi pan już iść.
Ewa Chojecka:
„Miasto jest dziełem sztuki, które nigdy nie bywa skończone, jak długo mieszkają w nim ludzie”.
Fundacja Grand Press Instytut Reportażu Wydawnictwo Karakter Polskie Radio Olympus Tygodnik Polityka Bla Bla Car Projekt i wykonanie
Michał Szota, 2015