Miasto i to co wokół

Suwałki — 27 października 2015 — Udostępnij 

Miasto i to co wokół

Suwałki — 27 października 2015 — Udostępnij 

Słońce wyszło na dobre dopiero przed Augustowem, wcześniej pojawiło się na chwilę w Warszawie, a potem zniknęło i przez pięć godzin brnęliśmy przez mokrą szarość. Tutaj było już jednak zupełnie inne –  świeciło ostro, z ukosa i chyba wymieszało się z wiatrem. Początkowo nie umiałem tego uchwycić, ale poszedłem do muzeum i obejrzałem wystawę obrazów Alfreda Wierusza-Kowalskiego. Urodził się tu, w wieku 16 lat wyjechał do Kalisza, a potem do Niemiec. Na jego obrazach z Suwalszczyzną w tytule kolory są ciut bledsze, a kontrasty mniejsze. Jakby w powietrzu unosiła się lekka, prawie niezauważalna złota mgiełka.
Wcześniej to jedynie wyczuwałem, ale nie umiałem tego nazwać. Wysiadłem z autobusu, zmrużyłem oczy i już wiedziałem, że do wieczora będę się snuł raczej skrajami, szukał schyłków. Nawet nie było sensu udawać, że interesuje mnie coś innego. Tak czasem bywa – trzeba odpuścić, poddać się temu i poszurać butami w liściach.

No to szurałem. Poszedłem nad zalew Arkadia. Od wody wiał wiatr i trzeba było zapinać kurtkę pod brodą. Na pomoście stał jakiś facet. Przyglądałem mu się przez chwilę, nie od razu zauważyłem, że u jego stóp leży złożona wędka. Nie używał jej, po prostu stał i patrzył prosto w słońce. Dostrzegł mnie po kilku minutach i jakby nieco przymuszony rozłożył kij, mignęła błystka, srebrna żyłka przecięła na moment niebo, chlupnęło. Spojrzałem w tamtą stronę, potem na niego. Patrzył na mnie z głębokim wyrzutem.

Słońce zaszło dość nieoczekiwanie, grubo przed czasem, który obowiązywał jeszcze dwa dni wcześniej. Ale ja wolałem udawać, że to przez to, że tu jest trochę bardziej północ. Szukałem jej tu, przyglądałem się starym domom o dwuspadowych dachach, w spękaniach desek szukałem jej śladów. Gdy słońce zniknęło, od razu zrobiło się zimno. Od drewnianych domów poszedł dym. Na kilka minut kolory nabrały takiej intensywności, że dałem sobie siana z fotografowaniem – i tak nikt by mi nie uwierzył w te zdjęcia.
A potem już było rano. Autobus, który wypatrzyłem w internetach, nie przyjechał, więc do kopalni surowców mineralnych poszedłem pieszo. Kawałek za miastem wpadłem w gęstą mgłę. Kształty pojawiały się na chwilę i od razu znikały. Świat nie wyglądał, jedynie brzmiał. Tuż przed kopalnią zobaczyłem kilka pasących się koni. Przyglądaliśmy się sobie dłuższą chwilę. Były masywne, spokojne, właściwie się nie ruszały. Wyglądały jak wrośnięte w pejzaż.

Nikt w tych Suwałkach nie mówi o samym mieście. Wszyscy podkreślają, że miasto i to, co wokół, to jedność. Że tego nie da się tu rozdzielić. Że nie wolno nawet próbować.

Fundacja Grand Press Instytut Reportażu Wydawnictwo Karakter Polskie Radio Olympus Tygodnik Polityka Bla Bla Car Projekt i wykonanie
Michał Szota, 2015