Miejsca to czas

Piła — 20 grudnia 2015 — Udostępnij 

Miejsca to czas

Piła — 20 grudnia 2015 — Udostępnij 

Piła jest jak Ameryka. Jeśli coś tutaj pochodzi z XIX wieku, to jest już bardzo stare.
Jeszcze zanim tu trafiłem, rozmawiałem z Ł. Mówiłem mu, dokąd jadę, a on chciał chyba zaznaczyć, że coś o tej Pile jednak wie. Podrapał się w głowę, dłuższą chwilę pomyślał i rzucił:
– Tam jest chyba jeden zabytek. Dom Stanisława Staszica. Mój ojciec go budował.
Zabytków jest jednak trochę więcej. Ale nie dużo więcej. Miasto pokazywał mi Rafał, który jest współautorem książki ze starymi pocztówkami Schneidemühl, bo tak przed wojną nazywało się miasto. A potem przyszedł czterdziesty piąty i kamień na kamieniu nie został. 75 procent zabudowy zniknęło. Dlatego teraz wszędzie są tu bloki. Chodziliśmy między nimi, a Rafał co jakiś czas wyciągał tę swoją książkę i pokazywał mi, co gdzie było. Czasami miałem wrażenie, że w ogóle nie ma dla niego znaczenia, że tego już nie ma. Że przemieszczamy się w czasie, a nie w przestrzeni. Bo przestrzeń w tej podróży nie miała już większego znaczenia. Wszędzie było podobnie.
Na koniec dnia pojechaliśmy na Leszków, żeby zobaczyć stary cmentarz jeńców z I Wojny Światowej.
– W jednym z paryskich antykwariatów cudem kupiłem ten album – mówił Rafał, gdy jechaliśmy w tamtą stronę. – Wszystkie zdjęcia wykonano właśnie tutaj.
Widać na nich prawie uśmiechniętych facetów w prawie eleganckich mundurach. Patrzyłem na te fotografie i przypominałem sobie niedawno przeczytanego Hertmansa.
Siedziało ich nawet 30 tysięcy – Francuzów, Brytyjczyków, Rosjan, Polaków. Niektórzy umarli i już tu zostali. Ich groby są jedynymi dowodami na to, że istnieli, bo po samym obozie nie zostało właściwie nic.
Na cmentarzu nie było cicho. Od strony schroniska dla psów niósł się gremialny, przeraźliwy skowyt. Staraliśmy się nie zwracać na to uwagi. Krzyże leżały rozrzucone w trawie jak wyschnięte gałęzie. Trzeba było patrzeć pod stopy, żeby któregoś nie nadepnąć. Przy pomniku ustawionym przez Brytyjczyków było ich więcej, ale zdecydowanie mniejszych, wręcz lilipucich. Wyglądały tak, jakby skurczyły się i zapadały w gruncie wraz z upływem czasu. Jakby kiedyś były większe, ale z upływem lat traciły na istotności i rozmiarze. Pomyślałem, że tutaj na pewno nie były istotne. Cmentarz niknął w mokrej zieleni, przysypany słowami Rafała, który ciągle mówił o tym, że właściwie nikt o to miejsce nie dba.
Stefan Hertmans „Wojna i terpentyna”:
„Kamienie milczą we wszystkich językach”
„Miejsca to nie tylko przestrzeń, lecz także czas”.
Fundacja Grand Press Instytut Reportażu Wydawnictwo Karakter Polskie Radio Olympus Tygodnik Polityka Bla Bla Car Projekt i wykonanie
Michał Szota, 2015