Moje dzieło

Suwałki — 28 października 2015 — Udostępnij 

Moje dzieło

Suwałki — 28 października 2015 — Udostępnij 

Paweł Pojawa, klubokawiarnia i cukiernia „Sugar”, ul. Kościuszki 76:
– Od środy działamy, czyli będzie tydzień. Drugiego takiego miejsca w całych Suwałkach nie ma. „Sugar”, bo ja cukiernikiem jestem. Wypieki własnej roboty, o czwartej ugniatamy ciasto na chleb, o siódmej otwieramy. Tułałem się trochę po Polsce i świecie, w końcu zdecydowałem się wrócić do Suwałk. Całe oszczędności w ten lokal wpakowaliśmy z żoną. Jak wyjdzie, to wyjdzie. Musi, bo alternatywy nie mamy. Ludzie przychodzą, na razie oglądają, tacy ciut nieufni są. Ja tłumaczę, lubię o tym opowiadać. Wierzę, że się przekonają, poczują różnicę w smaku. Bo jak mówię, że w czymś jest masło, to nie ładuję tam margaryny. Musi być uczciwie. Spróbuj opery, moje ulubione – z kawą i czekoladą, tak chrupie, jak gryziesz. Ja uwielbiam.

Natalia Krejpcio, Suwalski Klub Karate Kyokushin:
– Mam stopień 1 kyu, karate kyokushin trenuję od 1995 roku. Tata mnie zaraził, zakładał ten klub. Chciałam, żeby mnie zabrał na trening, miałam siedem lat. My jesteśmy jednym z najbardziej utytułowanych klubów w Polsce – mamy mistrzów Polski, Europy, z nami się liczą, nas się na zawodach boją. Jak widzą, że Suwałki przyjechały, to wiedzą, że łatwo nie będzie. Staramy się o tym dzieciakom mówić, chwalić się tym przed nimi. Bo tu w mieście panuje ciągle przekonanie, że jak się jest stąd, to nie można zbyt wiele osiągnąć. Te dzieci tym przesiąkają. A w karate kyokushin jest tak, że jak jesteś z Suwałk, to znaczy, że jesteś naprawdę kimś, że trzeba się z tobą liczyć.

Piotr Kuczek, Suwalski Ośrodek Kultury:
– Widzisz te okna? To moje dzieło. Robili remont dachu, zauważyłem w ostatniej chwili, że w tym nowym nie będzie okien. A to wyłączało cały ten wielki strych z użytku. Nikt nie chciał, więc sam się za to zabrałem. Nie, ja nie jestem żadnym architektem, etnologię skończyłem. Ale pomyślałem, że jak będą te okna, to tam na tym strychu można zrobić salkę konferencyjną albo coś z tych rzeczy. No i usiadłem, namalowałem w Paincie te okna. I zobacz, uwzględnili to. Architekt te moje rysunki wziął i dodał okna. I my na razie na tym strychu stroje Zespołu Pieśni i Tańca „Suwalszczyzna” trzymamy, ale jak skończy się remont, to będziemy tu mieli dzięki tym oknom piękną salkę.

Łukasz Korol / Code&Pepper:
– Jak zaczynaliśmy, to firma była zarejestrowana w Szurpiłach. I było ok, klienci z Warszawy nie wiedzieli, gdzie to jest, nic im to nie mówiło. Ale potem przenieśliśmy siedzibę do Suwałk. I zrobił się kłopot. Bo to jest w branży IT trochę obciachowe być z Suwałk. Trudno nam się było przebić, mieliśmy taki wizerunkowy problem. Uznaliśmy więc, że będziemy szukać klientów na zachodzie, w Stanach. Oni nie wiedzą, gdzie są Szurpiły, nie wiedzą, gdzie są Suwałki, a niektórzy pewnie niezbyt dokładnie wiedzą, gdzie jest Warszawa. Im wszystko jedno. Skończyliśmy właśnie projekt aplikacji dla Christiana Louboutina, teraz robimy nowe dla dwóch szwajcarskich startupów.

Adam Pogorzelski / Code&Pepper:
– Mamy podwójną satysfakcję z pracy. Bo raz, że nam się udaje robić naprawdę fajne projekty dla dużych klientów. A dwa, że nam się to udaje robić tutaj. Każdy z nas wrócił do tego miasta, bo miał w sobie taką potrzebę. Tu nie jest łatwo. Trzeba być pionierem. Wszystko sobie musisz zbudować, to wymaga samozaparcia i wytrwałości. Ale daje też moc.

Wojtek Pająk, radny:
– Całe życie tu spędziłem – na Kaczym Dołku. Kocham to miejsce. Nawet na mapie Google jest ta nazwa. Sam dodawałem, jest taka możliwość. Któregoś razu postanowiłem zrobić tu ankietę, chodziłem dookoła stawku i pytałem ludzi, czego im brakuje najbardziej. Myślałem, że będą mówili o kulturze, jakiejś siłowni plenerowej, ławkach – no o takich rzeczach. A wyszło, że im najbardziej zależy, aby dzieci nie przychodziły do domu umazane psią kupą. Bo ludzie po psach tu nie sprzątają. Zgłosiłem pomysł w urzędzie, żeby Psie Pakiety postawić – takie stojaki z kubłem i woreczkami na odchody. Przyjęło się, jest czyściej, można po trawniku pobiegać. No i tak to się zaczęło. Wyrosła z tego inicjatywa „Kaczy Dołek”, no sam powiedz, nie da się nie lubić miejsca o takiej nazwie.  Robimy Dzień Sąsiada, Społecznego Bałwana Suwalskiego, powitanie wiosny. Zauważyłem, że jak próbujesz skrzyknąć ludzi, to najlepiej jest zorganizować imprezę dla dzieci. Wtedy też siłą rzeczy muszą przyjść dorośli. Ale ludzi trudno zaangażować. Jak na Dniu Sąsiada robiliśmy grilla, to przychodzili i pytali, czy kiełbaski już doszły – byli przyzwyczajeni, że takie kiełbaski albo się dostaje za darmo, albo kupuje. Nikomu nie przyszło do głowy, że może po prostu przynieść swoje kiełbaski, dołożyć się do tych naszych i spędzić trochę czasu z sąsiadami.

Hubert Stojanowski, nauczyciel, paralotniarz, fotograf:
– To ja sprawiłem, że śnieg przestał padać na Suwalszczyźnie. A było to tak – uczę w szkole, ale też dużo fotografuję. Tylko tutaj, gdzie indziej nie umiem. Chciałbym – no ale nie umiem i nic nie poradzę.  Mnie tylko ta Suwalszczyzna interesuje, ona mnie nastraja, daje energię. Tu chce mi się robić zdjęcia. No więc to było w dolinie Czarnej Hańczy, przysiółek Turtul, szedłem do ruin młyna Wróbel. Fajne są te nazwy, no nie? Ja je uwielbiam – Snołdy, Szeszupy, Jaczna, Szurpiły, Jeglówki, Purwiele, Wiatrołuże, Gremzdy – no jak tu się nie wzruszać? Ale o czym to ja mówiłem? A, o tym śniegu. Szedłem od Turtula w kierunku ruin młyna. Normalnie tę drogę pokonuje się w 20 minut, może pół godziny. Ale było tyle śniegu, że przedzierałem się dwie i pół godziny i nie dałem rady. Zawróciłem. W domu pierwsze, co zrobiłem, to kupiłem rakiety śnieżne przez internet. No i od tego czasu śniegu na Suwalszczyźnie prawie nie ma. To znaczy jest, ale najwyżej do kostek, to co to za śnieg, sam powiedz.

Fundacja Grand Press Instytut Reportażu Wydawnictwo Karakter Polskie Radio Olympus Tygodnik Polityka Bla Bla Car Projekt i wykonanie
Michał Szota, 2015