Ostatni sołtys

Elbląg — 11 grudnia 2015 — Udostępnij 

Ostatni sołtys

Elbląg — 11 grudnia 2015 — Udostępnij 

Zobaczyłem to na mapie i od razu wiedziałem, że muszę tam pojechać. Jak spojrzeć na granice administracyjne Elbląga, to wychodzi, że właściwe miasto – to z budynkami, ulicami i tramwajami – stanowi mało istotny dodatek do pól, lasów i nieużytków. I że w swoich granicach Elbląg jest tylko o 25 kilometrów kwadratowych mniejszy od Paryża. A Próchnik jest najdalej oddaloną od centrum dzielnicą. No więc pojechałem to zobaczyć, bo gdzieś wyczytałem, że w 1998 roku mieszkańcy zbuntowali się tam przeciwko gminie Tolkmicko, której podlegali i zażądali przyłączenia do Elbląga. Postanowili do niego przylgnąć, akurat w momencie, gdy miasto traciło status stolicy województwa. Im ten rok kojarzy się więc dobrze, choć wszystkim innym raczej źle. Na rynku w Elblągu jest nawet grób województwa. Tak czy inaczej – Próchnik został od Tolkmicka wykupiony wraz z przylegającymi do wsi ziemiami .

Cała ta historia pachniała trochę średniowieczem.

 – Za lekarzem żeśmy poszli, za gminą trochę, żeby bliżej było, ale głównie to za lekarzem. Bo za komuny to jeszcze jakoś było, pekaesy chodziły, można było dojechać. Ale potem przyszła wolność, pekaesy pokasowali, a my tu zostaliśmy na uboczu zupełnie sami. Ani dojechać, ani wrócić. A jak się już coś nagle działo, to już w ogóle. Więc pojawił się pomysł, żeby uwolnić się spod Tolkmicka i pod Elbląg przejść. Ale nie do miasta, tylko do gminy. No ale wyszło, jak wyszło.
– A kto to wtedy załatwiał? – Sołtys chyba, co wtedy był, ale ja nie pamiętam kto dokładnie. Wiem tyle, że jak ta zmiana zaszła, to on tu jeszcze przez jakiś czas urzędował, bo go o to prosili. Zaświadczenia na świniaki wystawiał jak kiedyś, więc dla nas nic się nie zmieniło.
– A teraz kto jest sołtysem? – pytam i od razu dociera do mnie absurdalność tego pytania.
– Teraz to my jesteśmy miasto i nie mamy sołtysa. A po zaświadczenia na świniaki to musimy do Elbląga jeździć.

W sklepie powiedzieli mi, gdzie szukać ostatniego sołtysa. Poszedłem tam, ale nikogo nie zastałem. Wróciłem po dwóch godzinach. Dom nadal był zamknięty, ale stodoła otwarta. Brama na ulicę też. A więc wcześniej był, tylko nie otworzył, a teraz musiał gdzieś pojechać. Na mokrym asfalcie wyraźnie odciskały się ślady wapna, którym uwalane miał koła ciągnika. Pomyślałem, że nie mógł odjechać daleko, że pójdę za tymi śladami i na pewno go znajdę. Prowadziły mnie przez wieś, która zdążyła się już brawurowo rozszczekać z okazji mojego przybycia. Wpatrywałem się w asfalt, ale z każdym kolejnym krokiem ślady blakły i rozmywały się. W pewnym momencie skręcały w kierunku pól. Nadzieja odżyła. Brnąc w błocie, poszedłem za nimi. Tuż za ostatnimi zabudowaniami droga niknęła w zrudziałej trawie. Na ziemi było widać jeszcze bladawe ślady wapna, ale nie mogłem już mieć żadnej pewności, dokąd mógł pojechać dalej ostatni sołtys. Patrzyłem na pustą łąkę i rozmyślałem, co też mogło się z nim stać. I czy w ogóle istniał.

Fundacja Grand Press Instytut Reportażu Wydawnictwo Karakter Polskie Radio Olympus Tygodnik Polityka Bla Bla Car Projekt i wykonanie
Michał Szota, 2015