Porządek

Leszno — 1 grudnia 2015 — Udostępnij 

Porządek

Leszno — 1 grudnia 2015 — Udostępnij 

To na pewno tylko takie złudzenie. No bo w końcu Wielkopolska, po raz pierwszy na trasie. Przyjechałem i poczułem się trochę bardziej u siebie. Nie że w domu, no ale jednak w sąsiedztwie. Leszno to jest miasto, w którym pierwszy raz zarobiłem pieniądze za zdjęcia. Przywoził mnie tu G., który miał sieć sklepów z butami. Na zapleczu ciasnego magazynu zorganizował amatorskie studio fotograficzne i kazał mi fotografować wszystkie modele najków i adidasów, jakie miał na stanie. A miał dużo. Pamiętam, że koleś, który tym magazynem zarządzał, przychodził co chwila mnie kontrolować, czy odstawiam pudełka z butami na odpowiednie miejsce. Za każdym razem, gdy wychodził, poprawiał te, które stały przy wyjściu, żeby stały równo. Czasami robiłem mu na złość i wysuwałem jakiś kartonik z szeregu. Nigdy go nie przeoczył. Poprawiał, kręcił głową i wychodził.

– Z tym porządkiem w Lesznie to ja bym nie przesadzał – kręci głową J.
– No ale z drugiej strony – odpowiadam mu – Leszno jest szesnastym miastem na mojej trasie, ale pierwszym, w którym widać tylu sprzątaczy podnoszących śmieci na ulicach.
Patrzy na mnie wątpiąco. A ci kolesie naprawdę rzucają się tu w oczy. Mają jaskrawe kombinezony i proste rowery z przyczepkami. Na przyczepkach kubły na śmieci. Szedłem za jednym dłuższy kawałek. Zatrzymywał się przy każdym papierku i przy pomocy specjalnych szczypców na długim trzonku ładował go na przyczepkę.
– Oni ciągle tu po mieście jeżdżą – przekonuję go.
– No tak, ale nie w niedzielę rano.
Na likwidowanych ogródkach działkowych przy Niepodległości spotkałem starszego gościa. Wykopywał krawężniki z alejki prowadzącej do jego altanki. Machał łopatą i narzekał, jak prezydent miasta razem z parafią ich wyrolowali, jak zostali z niczym. No bo zostali. Cały teren pójdzie pod buldożery. Będzie parking i coś tam jeszcze. Łopata zgrzytała, a on wyrzucał z siebie kolejne słowa. Wpadały prosto w te blizny po krawężnikach. W pewnym momencie przerwał, wyprostował się, spojrzał na mnie i mówi:
– Ale co ja o nich myślę, to niech pan nie pisze. Chcąc ludzi poprawić, to trzeba być samemu poprawionym.
W drodze z Przylesia złapałem autobus jadący do centrum. Na następnym przystanku wsiadł też jakiś szczawik. Miał może dziesięć lat, wypchany tornister i worek na wuef, który plątał mu się w okolicach kolan. Było po piętnastej, więc szczawik pewnie wracał ze szkoły. Przyłożył do elektronicznego czytnika kartę, ale zapikało mu, że nie ma środków. Spróbował jeszcze kilka razy, ale w końcu odpuścił, schował kartę do kieszeni i stanął z boku. Po kilku minutach podszedł do niego facet. Był lekko nieświeży, miał tłuste włosy, znoszoną kurtkę i uwalane błotem buty. Podał młodemu papierowy bilet.
– Weź skasuj, na karcie nic nie masz – powiedział i usiadł z powrotem na swoim miejscu. Widząc mój zdziwiony wzrok, wzruszył tylko ramionami i rzucił wyjaśniającym tonem:
– No nie można jeździć bez biletu przecież.
Fundacja Grand Press Instytut Reportażu Wydawnictwo Karakter Polskie Radio Olympus Tygodnik Polityka Bla Bla Car Projekt i wykonanie
Michał Szota, 2015