Śródmieście

Włocławek — 23 stycznia 2016 — Udostępnij 

Śródmieście

Włocławek — 23 stycznia 2016 — Udostępnij 

– Przyjechałam z Wrocławia, tak mi się praca poukładała, że tu wylądowałam. I szukając mieszkania, spojrzałam na mapę, na śródmieście – bo to najstarsza część, najbliżej rzeki. Pomyślałam, że tam będzie najdrożej i najładniej. We Wrocławiu jest. Potem zaczęłam szukać ogłoszeń i się okazało, że jest bardzo tanio. Ale to mnie jeszcze nie zniechęciło. Dopiero jak przeszłam się obejrzeć tę okolicę, zrozumiałam, o co chodzi.

– Miałem koleżkę, pracował tu na 3 Maja w sklepie. I siedzi sobie kiedyś, patrzy, a tam mu woda z sufitu na towar kapie. No więc biegnie do góry, do sąsiadów, siedzą przy piecu, palą. „Woda cieknie” – mówi im. „No cieknie, bo rura pękła” – odpowiadają. Ale wiesz, pełen spokój, mieszkanie zalane. A czemu pękła? „Jest mróz, to pękła”. „To co, nie palicie w mrozy?” „No teraz już palimy”. I koleżka dopiero wtedy zobaczył, że oni parkietem w tym piecu palili. To jest mniej więcej taka okolica. Czasem tu na interwencje przyjeżdżamy. Z jednej strony jakaś staruszka z kotami, z drugiej wydziarana recydywa – zapukasz do drzwi, to ci na starcie wpierdol spuszczą, a potem zapytają, o co chodzi.

Mordor zaczynał się od Żabiej. Wcześniej jakoś to wyglądało – nie, że szał, ale nowa kostka brukowa jeszcze pasowała do otaczających kamienic. Za Żabią już nie pasowała. Była jak czysty bandaż położony na ropiejącą ranę. Ulica po obu stronach obstawiona była witrynami, które zabito dechami. Po niektórych było widać, że kolesie trenowali rzucanie kamieniami do celu. Ulica biegła lekko w dół, im bliżej rzeki, tym bardziej wszystko marniało i psiało. Jakby w miarę oddalania się od rzeki wszyscy tracili rezon, gubili gdzieś sens. Były tu takie miejsca, które wyglądały na całkowicie porzucone. Tak było z Tumską. Tam już straszyło na serio. Z bramy wybiegło kilku szczawików z papierosami, zobaczyli mnie z aparatem i obrzucili kurwami. Zniknęli na chwilę, wrócili z bryłami lodu. Rzucali, ale nie byli bardzo zdeterminowani, żeby mnie obić, po chwili dali sobie spokój. Tak, to było epicentrum tej zapaści, jądro Mordoru. Kawałek dalej, przy odnowionym rynku, działała melina. Wyglądała na legalną, bo lekko rozchwiani kolesie stali w kulturalnej kolejce do prywatnego okna na parterze. Flaszki wydawała tajemnicza dłoń wynurzająca się raz po raz spod brudnawej firanki. Druga dłoń odbierała należność.
– Ale kostkę na ulicach mamy nową – uśmiechnął się facet rąbiący drewno na jednym z podwórek. – W kuchni mam, kurwa, dziesięć centymetrów różnicy w poziomach, bo się budynek przechyla. Ale kostkę nową położyli. I rynek zrobili. Rewitalizacja.
– Można dostać w mordę w kulturalnym otoczeniu – zauważyłem.
– Można – przytaknął skwapliwie, strzepnął papierosa. – Pełna kultura.
A potem wrócił do pracy.
Fundacja Grand Press Instytut Reportażu Wydawnictwo Karakter Polskie Radio Olympus Tygodnik Polityka Bla Bla Car Projekt i wykonanie
Michał Szota, 2015