Święto Zmarłych

Łomża — 1 listopada 2015 — Udostępnij 

Święto Zmarłych

Łomża — 1 listopada 2015 — Udostępnij 

Taki dzień, nie dało się nie iść na cmentarz. Poszedłem po południu, tuż przed zmierzchem, bo cały dzień świeciło ostre słońce. Chciałem obejrzeć oba. Ten nowszy jest na zapleczu ulicy Bocznej. Kryje się za domami, ogrodzono go niedawno murem z betonowych modułów. W mieście mówi się o tym miejscu „mogiłki”, niektórzy chodzili tam pić wino. To dobre miejsce, z ładnym widokiem na wzgórza i całkiem nowy kościół wybudowany po sąsiedzku. Bramka na cmentarz była zamknięta, ale kawałek dalej znalazłem dziurę w murze i przeszedłem na drugą stronę. Nie chciałem po prostu patrzeć na to wszystko przez ogrodzenie. W oddali majaczył zabity dechami dom przedpogrzebowy. Pokruszone i połamane nagrobki były rozrzucone bezładnie na łagodnie opadającym na wschód wzgórzu. Trzeba było się dłużej przyglądać, by w tym pozornym chaosie odnaleźć jakiś porządek. Po chwili wszystko jednak układało się w spójną całość, nabierało sensu. Tylko teren był tu nierówny, pełen muld i wybojów.
Jakby zmarli przewracali się tu ciągle z boku na bok.

Rok 1986: „Kirkut tonął w śmieciach, zielsku i chaszczach. Zdewastowane żydowskie nagrobki przedstawiały przygnębiający widok. Całości cmentarnego obrazu dopełniało prowizoryczne boisko i końskie łajno między macewami” – (Joanna Gospodarczyk, „Kontakty” nr 34/981).

Z książki „Łomża i województwo”, rok 1984: „W 1939 roku na ogólną liczbę 27854 mieszkańców było 17720 osób wyznania katolickiego (63,6%), a ludności wyznania mojżeszowego 9703 osoby, co stanowiło 34,8%. Odsetek ludności żydowskiej w Łomży przewyższał średnią krajową o 7,5%, ale był niższy od średniej w miastach województwa białostockiego o 3,6%”.

Potem poszedłem na ten drugi, przy ulicy Rybaki. Tu nie było żadnego muru, po prostu zielony, wystrzyżony wzgórek z trzema gromadkami pochylonych macew i ścieżką pociągniętą przez środek. To dobre miejsce na cmentarz, z dalekim wglądem. Widać stąd rzekę i konie pasące się na łąkach. Tutaj też nie było nikogo, tylko szosą w dole co jakiś czas przejeżdżał samochód. Usiadłem na trawie, postanowiłem poczekać, aż ktoś tędy przejdzie. Po piętnastu minutach pojawiła się matka z kilkuletnią dziewczynką. Szły szybkim krokiem, ścieżką na wskroś cmentarza.
– Mama, a to jest też cmentarz? – zapytała ta mała.
– No jest, ale taki inny – odpowiedziała jej matka.
– To czemu tu dzisiaj nie ma ludzi?
– Oj chodź już, Justyna, nie wymyślaj.
Fundacja Grand Press Instytut Reportażu Wydawnictwo Karakter Polskie Radio Olympus Tygodnik Polityka Bla Bla Car Projekt i wykonanie
Michał Szota, 2015