Trochę lepsi

Nowy Sącz — 10 października 2015 — Udostępnij 

Trochę lepsi

Nowy Sącz — 10 października 2015 — Udostępnij 

Krzysztof Pawłowski, założyciel Wyższej Szkoły Biznesu National Louis University w Nowym Sączu: – W latach dziewięćdziesiątych jeździłem po Polsce i poznawałem wielu ludzi z szeroko rozumianego środowiska akademickiego. I gdy mówiłem, że jestem z Nowego Sącza, to w oczach wielu z nich zapalały się takie płomyki rozmarzenia. Ja, wie pan, kocham rozumieć zjawiska, z wykształcenia jestem fizykiem. Pytałem więc, skąd to ich rozmarzenie się bierze. Różne rzeczy opowiadali, ale nikt mi nie umiał odpowiedzieć rzeczowo i przekonująco. Zacząłem się nad tym zastanawiać, skąd to się bierze, że ja o tym mieście mówię, że ono jest lepsze od innych. Mam taką teorię – tu życie zawsze było trudne i ciężkie. To była naturalna selekcja, przeżywali tylko najbardziej wytrwali i zaradni. Ale to nie jest tak, że my tutaj w Nowym Sączu myślimy, że urodziliśmy się lepsi od innych, nie, nie – to zupełnie nie tak. My jedynie myślimy, że owszem, jesteśmy lepsi od innych, ale ciężko na to zapracowaliśmy.

W siedzibie Optimusa działa dziś Powiatowy Urząd Pracy, a w jednej z bocznych hal, w których kiedyś składano polskie pecety, jest „Flomarkowo”, czyli skład używanego badziewia za grosze. Niemal wszystko jest tu poukładane w sterty – pod ścianami stoją kosze pełne zabawek, na kilkunastu długaśnych wieszakach wisi używana odzież. Są pseudoantyki i wielki stół z używaną elektroniką.
– Pan czegoś konkretnego szuka? – zapytała mnie jakaś babka.
– Macie coś Optimusa? – odpowiedziałem pytaniem.
– Tego już by było za wiele – uśmiechnęła się – ale nie pan pierwszy o to pyta.

Mariusz, handlowiec: – Urodziłem się w wiosce pod miastem, ja jestem stąd. I wiesz co, kilkanaście lat temu to mój kuzyn się tu mocno na mieście liczył. I dał nam, mi i kolegom, taką dyskotekę jedną do pilnowania. To znaczy tam była ochrona i tak dalej, ale nas sześciu miało tam siedzieć dla dodatkowego bezpieczeństwa – i jakby się jakieś inne kozaki pojawiły, to mieliśmy wyjaśniać sytuację. No ja ci powiem, to były piękne dwa lata. Kolega jeden ćwiczył krav magę i bardzo sobie cenił tutaj możliwość potrenowania na żywych ludziach. Miał tylko taki problem, że mu się kostki w ręce nie chciały zrosnąć przez rok. Bo co tydzień kogoś tą ręką w mordę walił, no a to nie są warunki do zrastania się kości. W każdym razie sporo wtedy alkoholu wypiłem i niejedno przeżyłem. I dopiero po latach pojechałem z tymi kolegami nad morze kilka razy i tam też, jak to na dyskotekach, postanowiliśmy się sprawdzić z miejscowymi kozakami. I słuchaj, ja wtedy ten Nowy Sącz zrozumiałem. Bo tam nad tym morzem te mordobicia strasznie krótkie były. Koleś dostawał dwa strzały, podnosił ręce i się zawijał. A tutaj w Nowym Sączu to bywało i tak, że kolesia glanowałem, rzucałem w niego krawężnikiem albo o krawężnik, on tracił przytomność, ale słuchaj, budził się po chwili i kontynuował. I tak kilka razy. Ja się nigdzie indziej z czymś takim nie spotkałem.

Fundacja Grand Press Instytut Reportażu Wydawnictwo Karakter Polskie Radio Olympus Tygodnik Polityka Bla Bla Car Projekt i wykonanie
Michał Szota, 2015