W samym środku

Włocławek — 25 stycznia 2016 — Udostępnij 

W samym środku

Włocławek — 25 stycznia 2016 — Udostępnij 

Z broszury o mieście: „Przez długie lata po wojnie, aż do 1969 roku, Włocławek nie miał wyraźnie oznaczonej roli i funkcji miasta w nowym województwie bydgoskim i w kraju. Niedostatek funkcji miastotwórczych w ówczesnej gospodarce planowanej centralnie spowodował osłabienie Włocławka i zmniejszenie jego roli wśród innych miast, w stosunku do znaczenia przedwojennego, gdy miasto należało do województwa warszawskiego”.

– Tu, we Włocławku, najbardziej brakuje pieniędzy. Ludzie ich nie mają. Praca jakaś tam jest, ale nie ma pieniędzy. Kuzyna mam, pracuje w fabryce porcelany, sedesy tam robią, jakieś takie sanitarne sprawy. Minimalną tam zarabia, a musi być na każde wezwanie. Bo tam nie ma zmian, po prostu mu mówią: dziś pracujesz od pierwszej w nocy, a jutro od trzeciej. I nikogo nie obchodzi, czy on mieszka w mieście, czy pod miastem, czy ma jak dojechać, czy ma rodzinę, dzieciaki. Ma być i już. A jak nie będzie, to sześciu chętnych na jego miejsce w tej porcelanie jest. I dla mnie to takie trochę niewolnictwo jednak.

– Mu tu od kilku lat organizujemy zloty zabytkowych volkswagenów, głównie garbusów i ogórków. I wiesz co? Ja dopiero przy trzeciej edycji sobie uświadomiłem, że ten nasz Włocławek, on jest w samym centrum Polski. Wszyscy mają do nas mniej więcej ten sam dystans. Ale stąd się zwinęło dużo zakładów, Włocławek to kiedyś było miasto kominów, a teraz to miasto Anwilu. Nawet ketchup włocławski robią w Warszawie. Łatwo się tu poczuć jak na jakimś obrzeżu, na peryferiach, gdzieś na  uboczu. A my tu jesteśmy w samym środku, tylko nie zawsze o tym pamiętamy.

Jeśli spojrzeć na mapę, to wyraźnie widać, że Włocławek zaczyna się zaporą na Wiśle, a kończy zakładami azotowymi. Zarówno zapora z elektrownią, jak i zakłady powstały w latach sześćdziesiątych. Pomiędzy nimi jest  most. Nie trzeba na niego wjeżdżać, bo niemal wszystko jest tu na lewym brzegu rzeki. Ale nie da się go ominąć wzrokiem. Mocno tkwi w pejzażu, włazi w kadr w nieoczekiwanych momentach. Gdyby Clint Eastwood aka Robert Kincaid miał fotografować Polskę, a nie hrabstwo Madison, na pewno by tu trafił. Most jest imponujący. Dodaje miastu powagi i istotności. Bo jednak trzeba mieć dobry powód, żeby coś takiego wybudować. Byle gdzie takich rzeczy się nie stawia.

– Tu nie można powiedzieć, że się nic nie dzieje. Tu się zmienia, i to dużo. Mają ten pomysł, żeby iść z miastem do rzeki i to jest dobre. Zrobili bulwary i browar z salą koncertową. Byłeś tam? Genialna akustyka, w ogóle świetne miejsce. No i marinę pobudowali. Też fajnie. Ale ktoś się w urzędzie uparł, żeby zrobić przy tej marinie pływającą scenę. No i zrobili. Wypuszczają ją z zespołem na środek rzeki, na sznurku. I czasami jak jest zły wiatr, to się siedzi na brzegu i patrzy na tych muzyków, oni coś tam grają, śpiewają albo tańczą, ale tego w ogóle nie słychać, cały dźwięk leci z Wisłą do morza.

Z broszury o rzece: „Wisła zawsze niosła jałowy piach i kamienie. W jej nurtach ludzie często tracili życie. Te zagrożenia są nadal w znacznym stopniu aktualne”.

Fundacja Grand Press Instytut Reportażu Wydawnictwo Karakter Polskie Radio Olympus Tygodnik Polityka Bla Bla Car Projekt i wykonanie
Michał Szota, 2015