Wiatr od huty

Częstochowa — 18 listopada 2015 — Udostępnij 

Wiatr od huty

Częstochowa — 18 listopada 2015 — Udostępnij 

Przed wybudowaniem huty trzeba było wyciąć kilkaset drzew, w tym sporo starych dębów. Ich pniami wzmocniono grunt tam, gdzie miały stanąć piece. Ziemia tu była niepewna, nadrzeczna, grząska. Trzeba ją było jakoś ustabilizować i te ścięte drzewa świetnie się do tego nadawały.

Wiekowe, ogołocone z gałęzi pnie wbijane pionowo w ziemię. Taki był początek.

„Było takie jedno miejsce. Na skrzyżowaniu ważnych linii komunikacyjnych. Nad czterema rzekami. Otoczone lasami. Tuż obok złóż rudy żelaznej, gliny, wapna i kamieniołomów. Niedaleko kopalni węgla. Niedawno doprowadzono do tego miejsca nową linię kolejową z Herb. Idealna okolica. I ludzie naokoło wyborni. Biedni jak myszy kościelne i jak polne myszy mnodzy. Kupić ich można za byle szeląg”.
Maria Jarochowska, „Niebieskie okulary. Reportaże z Huty Częstochowa”, Warszawa 1952.
„Nad ranem – syreny. Jedna za drugą, dużo jest tych syren. Len, bawełna, chemiczne, browar, wełna, elektrownia. Ta najgłośniejsza to huta (…). Huta zaczęła budzić miasto ze snu zimowego. Huta wdzierała się głęboko do śródmieścia, wdzierała się do świadomości”.
Bronisław Wiernik, „Podróż na Trzecią Płaszczyznę”, Warszawa 1954.
Raków był dziś przywalony stalowym niebem. Od huty szedł ostry, porywisty wiatr, ludzie skuleni przemykali pod domami i chowali się w bramach. Pojechałem tam, bo chciałem zobaczyć „czerwoną dzielnicę”. Oprowadzał mnie Roman Sitkowski, który jest z Rakowem zrośnięty. Pokazywał, gdzie co było – same ślady, resztki, jakieś takie strzępy, które trzeba wygrzebywać z przestrzeni, bo zarosły zielskiem i śmieciem. Na końcu ulicy Okrzei stanął bezradny.
– Tu w tym miejscu była kładka nad torami, żeby robotnicy nie spóźniali się do pracy. Bo tędy cały Raków szedł do huty i jak stanął towarowy, to czekali albo się przeciskali między wagonami, żeby zdążyć. Kładkę rozebrano jakoś tak dwa lata temu. Już właściwie nikomu nie jest potrzebna.
A potem mnie tam zostawił. Chodziłem między ceglanymi budynkami i czytałem napisy na murach. Bojowcy PPS-u to się pewnie w swoich bezbożnych grobach przewracają. Bo Czerwony Raków mocno zbrunatniał. Wszędzie swastyki i celtyckie krzyże. I Polska Walcząca z pedałami, Żydami, brudasami. Wszystkie hasła uczciwie podpisane:
„W świętym mieście Częstochowie wychowani na Rakowie”.
– Największa mafia to księża – zaczął. – P0tem jest rząd, za rządem sądy. Po sądach są mafie zawodowe – lekarze, prawnicy. A na szarym końcu ci mafiosi, co ich w telewizji pokazują z zasłoniętymi twarzami – ci, co narkotykami handlują. Ale oni są, proszę pana, małe piony do księży. Dlatego w Boga już dawno przestałem wierzyć, kiedy nie pamiętam, ale to było już po przełomie. Dla mnie zaczęła się wolność, skończyła się sprawiedliwość. A z końcem sprawiedliwości skończył się Bóg. I tak już jest po dziś dzień.
35 lat przepracował w hucie. Żona też. Ona na rozładunku wagonów, on na załadunku tirów. W ostatniej chwili, tuż przed zwolnieniami, uciekli na emerytury. Spotkałem go nad rzeką, szedł drogą, z piłą na ramieniu, w hutniczym drelichu. Nawet nie musiałem zagadywać.
– Tu w okolicy jest dużo bobrów – mówił. – Zwalają drzewa, nawet całkiem grube, ale nie mają siły ich ściągnąć na wodę.
Więc te pnie leżą, a on je bobrom podbiera. Tnie na małe kawałki, wynosi po trzy na drogę i ciągnie do domu.
– Na prąd nam nie starcza, a czymś trzeba grzać. Więc tym drewnem palimy, co je wyciągnę znad rzeki. Tak jest o wiele taniej.
Tak, drzewo podbierane zwierzętom, żeby można było napalić w piecu. Mniej więcej taki jest koniec.
Fundacja Grand Press Instytut Reportażu Wydawnictwo Karakter Polskie Radio Olympus Tygodnik Polityka Bla Bla Car Projekt i wykonanie
Michał Szota, 2015