Wróg własny, oswojony

Krosno — 16 października 2015 — Udostępnij 

Wróg własny, oswojony

Krosno — 16 października 2015 — Udostępnij 

Paweł, pracuje tu w kulturze:
– Ludzie stąd wyjeżdżają, ale ja wcale nie uważam, że to źle. Dla mnie to jest dowód pewnej niezależności, wolności, takiego swobodnego myślenia. Ktoś chce jechać, to niech jedzie. Ja tego nie oceniam. Tak samo jak tego, że ktoś tu zostaje – wcale nie uważam, że to jest lepsze. Mnie tylko irytuje to mówienie, że czegoś się nie da albo że tu się nic nie dzieje. To mnie drażni, a nie to, że ktoś stąd wyjeżdża.

– Ludziom musi zacząć się źle dziać – powiedział Król i zapalił papierosa – żeby zrozumieli, co to jest życie. Jak im się dobrze wiedzie, to zapominają i robią się strasznymi gnojami.
Potem poszliśmy po tron, bo uparł się, że jak mam mu zrobić zdjęcie, to tylko na tronie. Dostał go kiedyś od ludzi, sami z siebie mu podarowali, za to, że od kilkunastu lat siedzi tu na rynku. Poszliśmy za narożnik, do Jack Hot Casino. W środku było trochę ludzi i pełno jednorękich bandytów – tych, co im rząd kiedyś wypowiedział bezkompromisową wojnę. Sklep z dopalaczami był kawałek dalej. Tron stał w kącie pod kiblem.
– W takim miejscu postawili, jebańcy – zdenerwował się Król. Na siedzisku leżał jego dobytek: margaryna w plastikowym pudełku, butelka keczupu, deska do krojenia, dwie miseczki, kubek, sztućce i mała, zamykana na kluczyk kasetka.
– Sejfik taki, z czasów, jak miałem pieniądze – wyjaśnił, odkładając to wszystko na parapet. – Wiesz, co bym zrobił, jakbym wygrał w totolotka? – Wbił we mnie wzrok. – Wiesz? To ci powiem. Przywiózłbym ten hajs tu na rynek, ułożył w stos i podpalił. Żeby to się paliło i żeby wszyscy patrzyli. Żeby ich to bolało. Bo pieniądze to jest zło, ja już o pieniądze nie dbam, ich powinno nie być. Wszystko by wtedy było na dowód. Wchodzisz do sklepu, pokazujesz dowód, mówisz to, to, to i to chcę. I ci dają, zapisują, wychodzisz, masz.
– To już kiedyś miało być, ale nie wyszło – wtrąciłem. – Nazywało się komunizm.
– A tam, pierdolisz – rzucił Król. – Komunizm to był wtedy, jak wszystko miało być na dowód, a jak czegoś brakło, to i tak można było kupić za pieniądze.
W dawnym Komitecie Wojewódzkim PZPR jest dziś bank. Przed bankiem, a po partii, przez kilka lat było pogotowie. Ludzie w internecie piszą, że rwano tam wtedy zęby bez znieczulenia. Pytam, czy to prawda.
– Zgadza się, bez przerwy opresja – mówi mi Waldek, który pod bankiem przysiadł na chwilę. – Ja z tego wszystkiego to najbardziej wolałem partię. To był wróg, owszem, ale własny. Taki oswojony, wiesz, człowiek wiedział, czego się może spodziewać. To była opresja, ale, jakby to powiedzieć, całkowicie przewidywalna. A dzisiaj niby wszyscy to są twoi przyjaciele, ale tak naprawdę nie wiesz, co cię z ich strony spotka. A wtedy było jasne, że ci tam – pokazuje za siebie – to są po to, żeby gnębić nas tutaj. Podział obowiązków, porządek. Ja to w ogóle z całego swojego życia najlepiej wspominam stan wojenny. Wtedy był największy porządek.
– Dlaczego siedzisz tutaj, skoro mógłbyś na każdym rynku w Polsce? – zapytałem Króla na odchodnym.
– Nigdzie w Polsce nie ma takiego rynku jak tutaj – odpowiedział.
Fundacja Grand Press Instytut Reportażu Wydawnictwo Karakter Polskie Radio Olympus Tygodnik Polityka Bla Bla Car Projekt i wykonanie
Michał Szota, 2015